wtorek, 11 grudnia 2012

Koleje Śląskie rulez!

No! Jak ja nie lubię mieć racji. No, chociaż czasami lubię. Tym niemniej Koleje Śląskie ledwie zaczęły, a już mają nie lada problemy. Swoją drogą dyspozytor powinien niezmiennie zwolniony z obowiązku świadczenia pracy ze skutkiem natychmiastowym...
Dziś przeczytałem, że zepsuło się sześć składów, z czego trzy to zmodernizowane kible (EN 57 - przyp.red.). W takim razie uchowaj Boże Polskę przed takimi modernizacjami... Takim oto sposobem Koleje Śląskie jeżdżą przy pomocy autobusów. Chętnych do zapoznania się z najświeższymi komunikatami odsyłam do strony Kolei Śląskich.
Hitem dnia nie jest jednak spektakularne rozkraczenie się czterdziestu połączeń pasażerskich na Górnym Śląsku. Hitem jest, że Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego powziął plan awaryjny, a mianowicie ubłagał pomoc od... Przewozów Regionalnych! A takie były pretensje o pieniądze, o sposób zarządzania i prowadzenia połączeń, takie dąsy i animozje. Jakie to przykre, że chyba tylko Kolejom Mazowieckim tak naprawdę udało się to, co było zamierzone. I tak na przykład z Częstochowy w kierunku Kielc pojadą PR, czy też z Kędzierzyna do Raciborza. No, takich miejsc jest kilka, tymczasowy stan rzeczy ma się utrzymać do końca roku. W poniedziałek poza prawie 60 odwołanymi składami, ponad 400 odnotowało opóźnienia na ponad 8000 minut łącznie. Dziś było lepiej... Marne to pocieszenie, zwłaszcza dla tych, którzy zostali na peronach.
Na koniec z innej beczki. Przewozy Regionalne w Krakowie zadziwiły mnie do granic możliwości. Pociąg Regio 4320/1 relacji Katowice (5:15) - Kraków Płaszów (7:48) zestawiony został z jednostki EN71 i EN57. Wyobraźcie sobie moje zdumienie na trzebińskim peronie o 6:28 rano. Fakt jest taki, że trochę ten skład był na wyrost, ale to już inna historia. Lepiej tak, niż w potwornym tłoku.
I jeszcze kwestia MPK w Krakowie. Otóż, przyznaję się bez bicia, po raz pierwszy lewitowałem w autobusie linii 194. Musiałem wsiąść, nie było wyboru, spieszyłem się wyjątkowo. Bo zwykle tego nie robię, czekam na następny. No ale, wracając do tematu, doznania związane z jazdą niemal w powietrzu (precyzyjniej: na palcach wisząc na rurce nad drzwiami Jelczydła),były bardzo interesujące i nieznane dotąd przeze mnie. Tym niemniej gdy na przystanku Mazowiecka zauważyłem podjeżdżające z tyłu 144, nie wahałem się. Wolę stąpać twardo po ziemi. W drodze powrotnej z kolei zastanawiałem się, czy autobus nie został przypadkiem wsyśnięty przez jakiś trójkąt ruczajski, bo nie było go prawie 20 minut. Na szczęście mimo tego, dzięki zgrabnej jeździe kierowcy, w 9 minut dostałem się z Kawiorów na Łobzów i zdążyłem na pociąg do Chrzanowa...
Pozdrawiam ciepło, w ten późny grudniowy wieczór.
P.S A może ktoś ma jakieś życzenie, odnośnie tego, o czym napisać na moim blogu? Czekam na propozycje :)

1 komentarz :

  1. tak, ja mam, np. jakie są kolory autobusów, tramwaji w różnych miastach Polski, z czego to wynika i z czym to jest związane, etc. ? ;-)

    OdpowiedzUsuń

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane