niedziela, 10 marca 2013

Eksploracja GOP-u. Marzec 2013. Czyli o tym, jak połączyć Europę z Bangladeszem...

Witajcie!

Dzisiejsza eskapada górnośląska (Bóg raczy wiedzieć, która w moim życiu), mogłaby być udana, gdyby nie fakt, że była sobota. To bowiem na obszarze GOP-u oznacza totalny kataklizm i armagedon komunikacyjny, na domiar złego często wiąże się z remontami. Więc, tak sądzę, dzisiaj mieliśmy do czynienia z takim dniem, kiedy Koleje Śląskie okazały się funkcjonować lepiej, niż KZK GOP...

Od początku. Z Krzeszowic wyruszyłem ze swoją ekipą techniczną pociągiem IR Galicja relacji Kraków - Jelenia Góra punktualnie o 10:03.
Taka to właśnie nasza "pospieszna" Galicja...
W trakcie półtora godzinnej (o zgrozo wszelaka!) podróży dokonałem kilka fotografii z biegu, dla zabicia czasu:
Jakaś spalinowa jednostka Kolei Śląskich stojąca na bocznicy w Jaworznie Szczakowej. Jakość koszmarna, bo zobaczyłem ją przypadkiem i zdjęcie pochodzi dokładnie z takiego samego przypadku :)

Budynek dworcowy w Mysłowicach

Oględny widok peronów w Mysłowicach. Powinni ten dworzec zamknąć i zostawić jeden peron. Pusto i syfiaście. Aż przykro...

 Wreszcie, o 11:38, wylądowaliśmy na dworcu w Katowicach, z zamiarem obejrzenia świeżo otwartej nowej-starej hali dworca. Właściwie efekt jest zadowalający, urzekły mnie przeszklone kasy i punkty obsługi podróżnych różnych przewoźników. Oto fotograficzna relacja z dworca w Katowicach:
Peron drugi tuż po opuszczeniu pociągu

Tablica odjazdów naprzeciw wejścia do hali dworca

Fotografia przedstawia ogólny rzut hali od wejścia w kierunku głębi. Uwagę zwraca ascetyczny wystrój, bez zbędnych zdobień i urozmaiceń, dzięki czemu brutalistyczny duch budowli został niejako zachowany.

Oto i kielichy. W tej chwili trwa jeszcze budowa Galerii Katowickiej, co uniemożliwia wykonanie naprawdę estetycznych fotografii. Tym niemniej dworzec mimo, że jest jawnie wprost brutalistyczny, to jednak prezentuje się świeżo i nowocześnie.

To także peron drugi

Tutaj już nieco bardziej reprezentacyjne ujęcie wnętrza dworcowej hali.

Trzeba było nowego dworca, żeby nareszcie można było ujrzeć porządny plan komunikacji miejskiej, na którym coś konkretnego widać!

Automat biletowy w podziemnym dworcu

Plan stanowisk podziemnego dworca autobusowego

Podziemny dworzec prezentuje taki jakiś nowoczesny brutalizm, mało eleganckie, ale przynajmniej czyste i dość jasno oznakowane

Przykład oznaczenia przystanków: Stanowisko 05
 Katowicki dworzec, zarówno autobusowy podziemny, jak i kolejowy jak najbardziej naziemny, wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, no może poza peronem piątym i stanem przejść podziemnych. Jednak wierzę, że i te czeka wkrótce potężny lifting...

Z dworca skierowaliśmy się na katowicki Rynek, a taaaaam... O zgrozo! Niby remont, a większego bajzlu i chaosu dawno nie widziałem. Kłopot z odnalezieniem przejść, masa błota, wody i w ogóle wszystkiego, przystanki wyrastające wśród wykopów jak kanie pod brzozami, a do tego wszystkiego roboty torowe, polegające na układaniu kostki, a więc oczywiście tramwaje między Rynkiem a Spodkiem kursować nie raczyły. O ile informacja na ten temat pojawiła się, a owszem, na przystanku tramwajowym, o tyle... na tym koniec. Autobus zastępczej komunikacji był gdzieś daleko, pojawił się znikąd i podobnie niespodziewanie się rozpłynął w niebycie. Na przystanku przy Korfantego informacji o żadnej zastępczej komunikacji nie było, broń Boże! Takim oto sposobem zawędrowaliśmy aż do Ronda...
Tak dziś wyglądały okolice katowickiego Rynku

Jak widać, torowisko w ciągu Al. Korfantego w końcu doczekało się jakiego takiego remontu.
Pod Spodkiem tramwaj numer 6 pojawić się miał o 12:12... Zamiast tego, około 12:20 pojawił się tramwaj 33, więc wsiedliśmy. Dziwnym trafem, zaraz za nim wyrosła także szóstka i jedenastka... Ruszyliśmy w stronę Chorzowa.
Widok na Spodek z przystanku Spodek, podczas zamarzania bez widoków na jakikolwiek dyliżans

Jadąca do Koszutki podwójna 19-stka.

Rzeczona 33-ka, którą w końcu udało się dojechać do chorzowskiego Rynku. Jagoda była bardzo zdziwiona, że takie małe są te tramwaje na śląsku. A ja jej na to, że to normalne tutaj...

Zaraz za naszym tramwajem przyjechał taki oto Karlik, oklejony tą paskudną folią z reklamą Veki.

A później zwizualizowana tutaj 11-stka, którą odbyliśmy podróż do Rudy Śląskiej Chebzia.

Obok stała już jedynka, prawie jak w Krakowie, obsługiwana wiedeńcem. Ponieważ do odjazdu pozostawało prawie 15 minut, chciałem wykonać kilka zdjęć na przebiegającej obok ulicy Piotra Niedurnego. Z żadnym skutkiem. Poza samochodami nie pojawił się żaden autobus.

Wnętrze śląskiego wiedeńca. Trzeba przyznać, że czyste są i zadbane.

Zdjęcie z biegu. Ten tramwaj dopiero przestał cofać z żeberka. Pętla w Chebziu jest arcyciekawym miejscem...

Wjeżdżająca na pętlę dziewiątka w kierunku Chorzowa. Przejedzie przez pętlę przelotowo.

Chwilę po 14 znaleźliśmy się w Rudzie Południowej, co skłoniło nas do wykonania lunchstopu. W moim ulubionym Macu na Górnym Śląsku, który jest niewielki i spokojny. Po rozkoszach dla podniebienia i nadejściu godziny 14:45 należało wyruszyć dalej. Stwierdziliśmy, że klucząc zaczniemy wracać w kierunku Katowic, bo został jeszcze piąty peron do załatwienia. Tak więc ponownie jedynką do Chebzia, z zamiarem przesiadki na tramwaj linii 9 do Chorzowa...
Jakież było moje zdziwienie, kiedy po 15 minutach krzepnięcia na zimnie tramwaj, mający odjechać o 15:25, nie nadjechał nawet. Pojawił się na przystanku o 15:31, ale jeszcze przez kilka następnych minut stał z otwartymi drzwiami, czekając na wolny tor z przeciwka. A potem jeszcze 10 minut postoju gdzieś po drodze... To nie na moje nerwy!
Zdjęcie to może nie jest najlepszej jakości, pogoda była koszmarna, ale przedstawia coś w rodzaju zmodernizowanego tramwaju. Tak ot, z zaskoczenia.

Typowe śląskie torowisko. To się chyba nigdy nie zmieni: jednotor z nierównościami w planie i profilu...

 Nie wytrzymałem, musieliśmy wysiąść w Świętochłowicach, przy parku o zastanawiającej dla mnie nazwie Mijanka (?). Myślałem, że już z tego zimna popuszczę, aż tu nagle...!
Miejski szalet, i to tego bezpłatny! Szkoda tylko, że zamknięty, a co za tym idzie, jest za nim naszczane i nasrane na potęgę. I cóż, musiałem się podpiąć do tego korowodu, bo i co było zrobić...?

Teoretyczne centrum przesiadkowe Świętochłowic. Jeśli trzy linie autobusowe co godzinę i tramwaje teoretycznie w półgodzinnym takcie, a w praktyce to jak wypadnie, mają zachęcać do przesiadek, to ja gratuluję poczucia humoru...

Udało się w końcu osiągnąć na powrót Katowice, a była godzina niewiele przed 17. Uczyniliśmy to za pomocą autobusu tym razem, i to wcale nie byle jakiego! Nawiązując do mojego poprzedniego posta a propos Ikarusów, właśnie jednego takiego udało nam się w Świętochłowicach dołapać. I tak oto Ikarus z automatyczną przekładnią, koloru żółtego, jako linia numer 7, dowiózł nas do centrum Katowic w czasie dużo krótszym niż tramwaj linii numer 7 mógłby...
Oto właśnie jest Ikarus, którym przyjechaliśmy na Mickiewicza.
Ponieważ zostało ponad półtorej godziny do pociągu, najpierw kupiliśmy bilety na Regio w automacie biletowym, który odrzucił moją kartę (a było nią 10 złotych), po czym zarządziłem wycieczkę na osławiony już tak i siak Peron Piąty w Katowicach. Oto krótka relacja z drogi tam prowadzącej.

Drugi drogowskaz. Przed schodami na powierzchnię.

Kolejne drogowskazy, już przy dworcu od strony ul. Konopnickiej

Schemat dojścia do peronu 5. Czytelny i dokładny, trzeba przyznać

A to element zabawy w podchody i poszukiwania symbolu. Gdybym nie był wyczulony, nie zauważyłbym tego... czegoś?

Pierwsza porządna tablica kierunkowa! Zaraz za kinem Rialto.

A oto chodnik prowadzący na peron, upstrzony jeszcze dodatkowo kilkoma tablicami z napisem: "Peron 5"

I sam rzeczony peron. Wiele hałasu o nic. Obecnie odjeżdżają z niego wyłącznie pociągi Kolei Śląskich do Czechowic-Dziedzic. Najwyżej osiem par dziennie...

Wracając z piątego peronu, przypadkiem napotkałem przejeżdżającą szesnastkę. To moje pierwsze na Górnym Śląsku spotkanie z tramwajem zakupionym we Frankfurcie nad Menem. No, może drugie. W każdym razie podobnie twierdzę, że lepsze takie używane, niż polskie wysłużone Konstale, które się kiedyś zapadną pod naporem wiatru jak jeden mąż...
Słowem podsumowania: NIGDY WIĘCEJ NIE POJADĘ NA ŚLĄSK W SOBOTĘ! Po tym regionie nie da się normalnie poruszać, częstotliwości są zabójcze, a opóźnienia są na porządku dziennym w każdej chwili i o każdej godzinie. Ponadto zdrożały bilety. Ceny jednorazówek wynoszą już tyle, ile w Krakowie, a cena biletu dobowego wzrosła z 12 do 18 złotych. Ciekawe, czy większe wpływy z biletów przełożą się na jakość usług...
Niech nikt nie narzeka na komunikację w Krakowie. U nas w Wielkanoc tramwaje jeżdżą częściej niż tam w dzień powszedni...

Pozdrawiam wszystkich, do usłyszenia






Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane