czwartek, 24 października 2013

Krakowski Szybki Tramwaj jest szybki na papierze

Krakowski Szybki Tramwaj. Inwestycja, która miała przyspieszyć poruszanie się po Krakowie. I może faktycznie jest nieco lepiej, ale "pięćdziesiątka", która przejeżdża przez centrum tunelem tramwajowym, mająca teoretycznie ominąć korki, wcale nie odbiega znacząco od pozostałej części systemu.

Problematyczna kwestia obszarowego systemu sterowania ruchem, który bynajmniej nie nadaje tramwajom linii 50 bezwzględnego priorytetu, ograniczenie prędkości do 30 km/h w tunelu tramwajowym oraz opóźnienia wynikające z zakłóceń na poszczególnych odcinkach to niestety zmora codziennych podróży. Normą są kłopoty z punktualnością tramwajów w godzinach szczytu odkąd miasto (chwalebne, przyznaję) wprowadziło w okresie największego natężenia ruchu takt 5 minut.

Niestety, kiedy dochodzi do sytuacji, że przy częstotliwości 5-minutowej tramwaj opóźnia się o 2-3 minuty, nie można mówić, że nic się nie dzieje, ponieważ jest to sytuacja karygodna. W miastach Europy Zachodniej takie sytuacje nie mają miejsca. Być może w Krakowie jest po prostu za dużo linii tramwajowych. Efekt takich opóźnień jest taki, że jeden tramwaj zasuwa nawalony po dach, a następny, te dwie minuty później, jedzie raczej pustawy. Analogiczne sytuacje zdarzają się notorycznie, czy to rano, czy po południu, bez względu na to, o której porze szczytu mówimy.

Wczoraj zaobserwowałem ciekawą sytuację na pętli Krowodrza Górka. Nie jestem w stanie ustalić, co było jej powodem, natomiast krótko przed godziną 16 z pętli rzędem odjechały trzy składy na linii 50. Pewnie przez jakieś 10 minut wcześniej nie pojechało nic. Efekt? Pierwsza pełna, druga z frekwencją wynoszącą dwie osoby, trzecia podobnie. Dodatkowo przestoje przy wjeździe do tunelu i w samym tunelu, powodujące dalszy wzrost opóźnień.

Mam wrażenie, że nad komunikacją tramwajową w mieście trochę się nie panuje. Linie tramwajowe są długie, jeżdżą z jednego końca miasta na drugi, wzajemnie się blokując i wymuszając na sobie opóźnienia. To bez sensu. Przy obecnej trasie linii 50 jej takt pięciominutowy jest nieporozumieniem zwłaszcza, że do centrum dojeżdżają jeszcze tramwaje linii 24, która jest zdecydowanie szybsza w tym względzie. Analogicznie jadąca z Bieżanowa "trójka" osiąga na odcinku Bieżanowska - Dworzec Główny Zachód nieco lepszy czas przejazdu, niż przedmiotowy szybki tramwaj na trasie Bieżanowska - Dworzec Główny Tunel. A dostęp do linii 3 jest jednak lepszy...

Problemem są ponadto szczytowe wtyczki na linii 50, które nie są obsadzane większymi bombardierami NGT8 z ostatniej dostawy, tylko mniejszymi NGT6.

Podsumowując, z tramwajami w Krakowie coś mocno nie gra. W najbliższych dniach mam zamiar zastanowić się nad rewolucyjnym pomysłem, który kiedyś zaświtał mi w głowie, a mianowicie wprowadzenia przejrzystego i łatwego układu przesiadkowego w trakcji tramwajowej w Krakowie. W mojej ocenie 12-15 linii mogłoby z powodzeniem zawładnąć miastem pod warunkiem, że przesiadki byłyby z sobą dobrze skoordynowane. No i niestety, pozbycie się z taryfy archaicznych biletów na 1 linię byłoby bardzo wskazane, bo raczej nie służą one rozwojowi komunikacji miejskiej w Krakowie.

źródło: krakow.wikia.com

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane