piątek, 14 sierpnia 2015

Przygody Pani Diany i spektakularna klapa PKP Intercity

"Właśnie jadę do Katowic. Kupiłam bilet na DOSTOSOWANY POCIĄG, Pani w biurze obsługi klienta sama zaoferowała mi ten pociąg i wagon. Na bilecie mam piękny napis: Wagon dla inwalidy"...

Tak zaczyna na swoim Facebooku opis swojej "niesamowitej" przygody Pani Diana Bulanda z Wrocławia, wolontariuszka Stowarzyszenia COŚ DOBREGO, bez której, jak oceniają jego władze, wiele projektów mogłoby się nie udać lub ich realizacja byłaby o wiele trudniejsza.

Pani Diana wybrała się w podróż z Wrocławia do Katowic i dalej, za granicę, korzystając z usług naszego narodowego przewoźnika, czyli PKP Intercity. Jakież było jej zdziwienie, gdy okazało się, że nie będzie to ani łatwa, ani przyjemna jazda. A wszystko zdarzyło się wczesnym rankiem w poniedziałek, 10 sierpnia.

Pani Diana, choć zgłosiła swój przejazd jako osoby na wózku inwalidzkim za pomocą specjalnego kwestionariusza, została potraktowana jak śmieć. Najpierw pracownica infolinii zbeształa podróżną, że ma bilet na niedostosowany pociąg (chodziło o TLK Uznam znad morza do Krakowa), po czym, już na dworcu, zaczęła się prawdziwa gehenna Pani Diany. Pozwolę sobie załączyć kolejny cytat z wpisu poszkodowanej:

"Umowiona z ochroną pkp (oni odpowiadają za asystę osób z niepełnosprawnością) dowiedziałam się od Pana kierownika ochrony, że mój pociąg na peronie stoi ale ja do niego nie wejdę bo winda nie działa a oni mnie nie wniosą i że mam sobie pójść do kasy pkp i jakoś rozwiązać sytuację, 4 wielkich jak dęby panów stoi i ma mnie w poważaniu. W kasie Pan rozkłada ręce i woła ochroniarzy. Powoli truptają do kasy, kłócą się, że nie pomogą. My (na szczęście nie byłam sama) widzimy, że pociąg zaraz odjedzie, postanawiamy prosić ludzi o pomoc. Jeden ochroniarz sie łamie bierze mój wózek wnosi po schodach, mnie wnosi inna osoba, ktos inny bagaże, nie wiem kto bo jestem już w wielkim stresie. Reszta ochroniarskich muminków wchodzi za nami na peron i się głupio gapi, dalej nie pomoże. Sami znajdujemy wagon i konduktora. Ten pokazuje wejście i prosi ochroniarzy, żeby pomogli mi wejść Ci gapia się i mówią, że kierownik zmiany zabronił mi pomagać i znów batalia. Ludzie sie zloszcza są za mną, mnie już nerwy puszczają, poniżono mnie już wystarczająco (zaczynam płakać w stresie) i znów, ktoś bierze walizki, jest pomoc ale nie od pkp te się gapi i tyle. W pociągu jest wagon i przedział z logiem wózka inwalidzkiego, oczywiście osoba na wózku do niego nie wjedzie. Mieszczę się przy toalecie gdzie co chwilę otwierają się zepsute drzwi i inhaluje się czyjąś uryną... Pan z warsu nawet nie dał mi mojego powitalnego ciastka i herbaty, choć może to i lepiej bo do toalety w razie potrzeby i tak nie wejdę bo się nie mieszczę, dał mi za to chusteczkę na otarcie łez, które lecą mi już od godziny. Z widokiem na klop i taka samą przyszłość standardów i pokazanie jakiej kategorii obywatelem i klientem jestem zmierzam sobie za granicę na spotkanie biznesowe..."

Cóż więcej należałoby napisać... Jak się okazuje, dla PKP Intercity najważniejszy jest drogi klient pociągów EIP, który na ostatnią chwilę zapłaci za bilet koszmarne pieniądze (ceny biletów w Polsce są przecież dość wygórowane), natomiast klient, w szczególności niepełnosprawny, zajmuje miejsce gdzieś na szarym końcu kolejki.

To już nie pierwszy przypadek tego typu zachowań w szeregach PKP Intercity. Zimą podobne nieprzyjemności przeżyła przecież Janina Ochojska, której odmówiono rozłożenia pochylni do Pendolino w Krakowie, ponieważ nie porusza się na wózku (a porusza się z wielkim trudem). Sprawą Pani Diany zainteresowały się wszystkie możliwe media, od Telewizji Polskiej, przez TVN i Gazetę Wyborczą, aż po branżowy Rynek Kolejowy. Zrobiła się potężna burza, która z pewnością wpłynie niekorzystnie na wizerunek spółki.

Tak poza wszystkim, co to za cyrk, żeby sprzedaż biletu na miejsce dla inwalidy nie była automatycznie zaczytywana w system, tylko należało ją jeszcze zgłaszać? Dlaczego niby przejazd osoby niepełnosprawnej musi być za każdym razem zaplanowany, i to najlepiej na miesiąc wcześniej? To uwłaczające i zacofane do granic możliwości.

PKP Intercity wystosowało do Pani Diany przeprosiny i zapowiedziało, że zostaną wyciągnięte konsekwencje personalne. Ja w te konsekwencje nie wierzę. Czy na pewno "zapowiada się dobra podróż"?

Taką informację zamieściła na swoim Facebookowym profilu Pani Diana Bulanda, rozgoryczona warunkami podróży w pociągu PKP Intercity (screen z posta)

2 komentarze :

  1. Gratuluję wymyślania bzdur! Widzę Pani chciała stać się jakaś celebrytką. Na facebooku jest nagranie z kamery na peronie, interesujące bo wszystko na nagraniu zaprzecza temu co pisze Pani celebrytka. Widoku z pociągu już niestety nie widać ale skoro Pani postanowiła ściemnić tutaj to sytuacja przy pociągu zapewne była podobna.

    https://www.facebook.com/karol.suskowski/videos/811240815664218/

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję autorowi komentarza u góry "znajomości" realiów osób na wózku. Pewnie wielokrotnie sam podróżował PKP z osoba niepełnosprawną. Domyślam się, że na jedną ręką wprowadzał wózek do wagonu, natomiast drugą trzymał bagaże. Pusty śmiech mnie ogarnia jak słyszę stwierdzenie "Widzę Pani chciała stać się jakaś celebrytką." Gdyż znam osobiście od dawna Panią Dianę i wiem, że sława nie jest jej marzeniem. Szczególnie, że przygoda Pani Diany z koleją nie jest do pozazdroszczenia. Mam też cichą nadzieję, że więcej ludzi weźmie przykład z Pani Diany i będzie umiało walczyć tak jak Ona, o swoje prawa. Bo tylko wtedy coś się zmieni na lepsze w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane