poniedziałek, 30 listopada 2015

Katastrofy komunikacyjne w Polsce, część 6: wypadek autobusu w Kokoszkach

W trakcie majowego weekendu w roku 1994 pogoda sprzyjała wyjazdom, toteż autobusy PKS woziły komplet, a nawet nadkomplet pasazerów. Nikt nie spodziewał się tragedii, jaka wydarzyła się w Kokoszkach, dzielnicy Gdańska, w samym środku majówki. Wypadek wydarzył się podczas popołudniowego kursu relacji Zawory-Kartuzy-Gdańsk. W momencie katastrofy przepełniony Autosan H9-21, wyprodukowanyc w roku 1983, zamiast przepisowych 51 pasażerów przewoził na pokładzie 75 osób z kierowcą. Autosan był kierowany przez 39-letniego Jerzego Marczyńskiego. Pół roku przed wypadkiem pojazd przeszedł kapitalny remont.

Wypadek zdarzył się na ulicy Kartuskiej, 500 metrów przed przystankiem autobusowym Gdańsk Kokoszki. W tym miejscu prędkość była wówczas ograniczona do 50 km/godz.Dzień 2 maja 1994 roku, mimo że wypadł pomiędzy świętami majowymi, był normalnym dniem roboczym. PKS Gdańsk kursował jednak według rozkładu sobotniego. Tego dnia Jerzy Marczyński miał tylko dwa kursy popołudniowe Gdańsk-Kartuzy-Zawory i Zawory-Kartuzy-Gdańsk. Feralny kurs rozpoczął się o 17.50 w Zaworach nad Jeziorem Raduńskim, chętnie odwiedzanym przez mieszkańców Gdańska. Tłok w autobusie zaczął się już od miejscowości Chmielno, lecz największy tłum pasażerów wsiadł w Kartuzach. Z Kartuz autobus jechał przepełniony, stan ten jednak, mimo że naruszał przepisy przewozowe, był normą na liniach podmiejskich. Od Kartuz kierowca nie chciał już wpuszczać więcej pasażerów, jednak uległ prośbom i w Żukowie do autobusu weszły jeszcze dwie osoby. Na ostatnim przystanku przed Gdańskiem do autobusu wsiadło jeszcze ośmioro pasażerów. Następnym przystankiem miał być Gdańsk-Kokoszki.

Około 500 metrów przed przystankiem, zaraz za zakrętem, kierowca przepełnionego autobusu zdecydował się na manewr wyprzedzania ciężarówki Jelcz. Autobus zdaniem prokuratury jechał z prędkością około 60 km/godz., kierowca jednak zeznał, że prędkościomierz pokazywał 40-45 km/godz. W momencie powrotu na prawy pas doszło do pęknięcia prawej przedniej opony. Spowodowało to niekontrolowane zniesienie autobusu na pobocze, na którym rosło drzewo, w które wbił się autosan. Akcję ratunkową rozpoczęli przejeżdżający kierowcy oraz lżej ranni pasażerowie, próbując dostać się do poszkodowanych, rozcinając lub rozrywając wrak autobusu. Pierwszy zastęp straży pożarnej dojechał na miejsce po dwudziestu minutach.

Sąd Rejonowy w Gdańsku wydał wyrok w styczniu 1999 roku. Kierowca autobusu został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery za umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy i nieumyślne jej spowodowanie. Mistrz stacji obsługi na rok, a zastępca dyrektora ds. technicznych – na 10 miesięcy. Oba wyroki również z zawieszeniem na dwa lata, za dopuszczenie autobusu do ruchu.


fot. Stefan Kraszewski/PAP

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane