poniedziałek, 4 stycznia 2016

Katastrofy komunikacyjne w Polsce, część 9: wypadek autobusowy na Wilczym Jarze

15 listopada 1978 był szary i brzydki. W Beskidy wkraczała zima. Setki pracowników kopalń i innych zakładów pracy na Śląsku, jak co rano wsiadły do podstawionych autobusów pracowniczych. Tego dnia, w Wilczym Jarze - wąwozie schodzącym do jeziora Żywieckiego nieopodal Oczkowa, wydarzyła się katastrofa autobusowa, będąca druga co do wielkości pod względem liczby ofiar (po katastrofie autobusu pod Gdańskiem w 1994) katastrofą drogową w powojennej historii Polski.

Tuż po godzinie 4:50 nad ranem dwa autobusy PKS marki Autosan H9-03, o numerach rejestracyjnych BBA 020E oraz KX 5579 wpadły w poślizg, po czym runęły z wysokości 18 m z mostu w Wilczym Jarze wprost do Jeziora Żywieckiego. Śmierć poniosło trzydzieści osób, dziewięć udało się uratować.

Autobusami podróżowali górnicy zmierzający do kopalni KWK „Brzeszcze”, KWK „Mysłowice” oraz lędzińskiej KWK „Ziemowit”. Zginęło 27 górników, wdowa po zmarłym dwa tygodnie wcześniej w wypadku drogowym górniku kopalni „Brzeszcze” oraz dwóch kierowców.

W oficjalnym komunikacie Polskiej Agencji Prasowej, w oświadczeniu, pod którym podpisał się prokurator prokuratury wojewódzkiej w Bielsku-Białej, czytamy:

[…] przyczyną katastrof drogowych było niezachowanie przez kierowców prędkości bezpiecznej (poniżej 30 km/godz.) w chwili wjazdu na most i właściwej techniki jazdy, […] co miało miejsce w szczególnie niekorzystnych warunkach atmosferycznych. W nocy temperatura spadła do minus 6 st. Celsjusza. Świadkowie mówili, że na drogach w pobliżu zbiorników wodnych „tworzyły się białe osady zamarzniętych kropel rosy”.

Istnieje także inna hipoteza, propagowana przez historyka Pawła Zyzaka, który uważa, że śledztwo od początku było prowadzone pod z góry ustaloną tezę, że winę za katastrofę ponoszą kierowcy. Prawdopodobnie na moście doszło do zderzenia z innym pojazdem, być może z radiowozem Milicji Obywatelskiej.

Dziś, tragedię upamiętnia pamiątkowa tablica, postawiona tuż przy moście. Alfabetyczną listę zabitych otwierają i zamykają kierowcy: prowadzący pierwszy autobus – Józef Adamek – ojciec boksera Tomasza Adamka i drugi pojazd – Bolesław Zoń. Trzy najmłodsze ofiary miały po 18 lat, najstarsza – 48.


Most na Wilczym Jarze (fot. zywiec112.com.pl)

1 komentarz :

  1. Nie oceniam kierowców. Nie osądzam o winie. Chcę tylko zacytować uczestnika jednego z feralnych kursów:
    "Kierowca nie był (moim zdaniem) winien. Musiał spieszyć, bo jeżeli opóźnienie miał takie, to sobie nadrabiać chciał."
    I jeszcze w/s odpowiedzialności PKS: "Najbardziej byli winni, bo doprowadzając ludzi do pracy (i odwóz i przywóz) ludzie byli ubezpieczeni, kopalnie za wynajem samochodów przecież płaciła, więc ich wina pełna była."

    Teraz wypada zacytować klasyka: "Ludzie to sobie jakoś wytłumaczą."

    OdpowiedzUsuń

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane