czwartek, 25 lutego 2016

WARSZAWA: trzeźwe spojrzenie na podział Mazowsza

Chociaż sprawa podziały Mazowsza i wyodrębnienia z jego struktur Warszawy na wzór Paryża, Berlina czy Wiednia, ciągle nie wiadomo, kiedy temat wróci. Sprawie przyjrzał się Wiceprezydent naszej stolicy, Michał Olszewski, który w rozmowie z Transportem Publicznym obnaża słabe punkty ewentualnej schizmy Mazowsza.

Rozmówca portalu wspomina między innymi swoje doświadczenia w pracy samorządowej: 

„Pracuję w administracji od czasu wprowadzenia nowego podziału administracyjnego. Doskonale pamiętam, że cała reforma samorządowa miała na celu utworzenie silnych regionów, które zresztą i tak są mniejsze i słabsze finansowo i organizacyjnie niż np. niemieckie landy. Dziś województwa, o które wtedy wywalczono i je wywalczono, czyli opolskie, kujawsko-pomorskie, czy lubuskie, wcale nie są liderami rozwoju.”

Odpowiedzi na zarzut, jakoby Warszawa przejadała większość unijnych pieniędzy, z których pozostała część regionu dostaje tylko niewielką część, Michał Olszewski powiedział tak: 

„Z 8 miliardów złotych dla Mazowsza w poprzednim okresie programowania, do Warszawy trafiła jedna dziesiąta. To zresztą nie wszystko. 90% podatku CIT, który trafia do budżetu Mazowsza, a to podstawowy dochód województwa, pochodzi z terenu Warszawy. Te pieniądze w większości do miasta nie wracają. 80% mazowieckich dróg znajduje się poza stolicą, połowa instytucji kultury i połowa szpitali też. A usługi publiczne powinny mieć taką samą jakość, niezależnie od zamożności miasta. Tak więc te instytucje w Ciechanowie czy Siedlcach są utrzymywane w 90% z warszawskiego CIT-u.”

Drogi drogami, finansowanie instytucjonalne i nowa gwardia urzędników to tylko część potencjalnych problemów z podziałem. Największym problemem byłyby zapewne Koleje Mazowieckie i WKD, które teraz zabezpieczają funkcjonowanie kolei regionalnej na terenie całego Mazowsza. Zresztą nie tylko z KM pojawiłby się kłopot – także lotnisko w Modlinie nagle znalazłoby się poza Warszawą i nie wiadomo, kto miałby je utrzymywać. Oto, jak do tematu ustosunkował się Michał Olszewski: 

„ (Koleje Mazowieckie, przyp. PPT) Są własnością województwa, ale w praktyce to jest najzwyklejsza kolej aglomeracyjna. Jeśli podzielimy Mazowsze, to kto będzie jej właścicielem? Co z in-housem? Co z utrzymaniem? Kto będzie spółce płacił dotację? Powstaje mnóstwo problemów organizacyjnych, których brak był do tej pory ogromnym atutem Kolei Mazowieckich. Jesteśmy przecież jedynym województwem, któremu udało się wyodrębnić własną spółkę z majątku PKP. Tylko tutaj inwestowano nie w jeden czy dwa wagony, ale były to potężne zakupy, które dziś służą Warszawie i okolicom. Stąd się wzięły double–decki na trasie do Radomia, stadlery jeżdżące do Siedlec, czy elfy, które kursują w ruchu aglomeracyjnym. Kto będzie właścicielem całego tego majątku? Powstaje pytanie, co z lotniskiem w Modlinie. Leży zdecydowanie poza miastem, ale komu służy? Oczywiście, że bardziej Warszawie niż Mazowszu. Dlaczego więc miałoby się dostać pod zarząd i być utrzymywane przez województwo poza stolicą? Powstaje mnóstwo dylematów, których dziś nie rozważamy, bo po prostu ich nie ma.”
Interesująco wyjaśniona została sprawa bezpodstawnego, i zwyczajnie głupiego, powoływania się na wydzielone miasta w innych krajach Europy. 

„Częstym argumentem zwolenników podziału jest przykład Berlina. Stolica Niemiec i Brandenburgia to dwa oddzielne landy. Podobnie jest w Wiedniu. Mieszkańcy rejonów podmiejskich wcale z tego powodu nie są zachwyceni. Pytaliśmy oba te miasta jak sobie radzą z organizacją transportu. Berlin umowę dotyczącą komunikacji w ramach aglomeracji negocjował osiem lat! Przy tym nasze negocjacje z podwarszawskimi gminami dotyczące wprowadzenia wspólnego biletu, które trwały kilkanaście miesięcy, to drobiazg.” 

W kwestii wspólnego biletu padło z ust Michała Olszewskiego hasło „kłopot”, co odzwierciedla trudności przy ustalaniu funkcjonowania czegoś, co wykracza poza ustalone ramy administracyjne. Bo jak pogodzić wspólny bilet na terenie dwóch województw?

Michał Olszewski wskazuje na potrzebę podziału Mazowsza na dwa obszary NUTS II. Ideą byłoby wydzielenie Warszawy jako osobnego obszaru, natomiast reszta województwa nadal byłaby jednym.

„Mam nadzieję, że do końca lutego stosowny wniosek trafi do Komisji Europejskiej” powiedział Olszewski. 

Nie ma nic głupszego niż tego rodzaju roszady administracyjne, które niczemu nie służą, poza rozgrywaniem swoich politycznych akcji. Podobnie głupim pomysłem jest na przykład wydzielenie województwa środkowopomorskiego ze stolicą w Koszalinie czy częstochowskiego. Przypuszczalnie oba województwa padłyby z głodu podczas pierwszej fali mrozów… Nikt nie zastanawia się nad kosztami administracyjnymi i finansowymi takich operacji. A zagrać na emocjach miastom, które kiedyś były wojewódzkimi wioskami i duma ich rozpierała, jest bardzo łatwo. Wydaje się to jednak słaby powód do robienia samorządowej rewolucji. I każdy, komu wydaje się, że w Polsce potrzeba 1000 500 100 900 województw, powinien skorzystać z pomocy specjalisty.

(autorem wywiadu, który cytowałem, jest Jakub Dybalski z portalu Transport Publiczny)

fot. Gazeta Prawna

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane