wtorek, 14 czerwca 2016

Gdzie PKP Intercity nie chce, tam PolskiBus skorzysta

Czy PKP Intercity szuka oszczędności czy chce zmusić pasażerów do jazdy drogimi pociągami ekspresowymi, to trudno rozstrzygnąć. Niemniej jednak z dniem 24 czerwca z rozkładu jazdy zniknie ostatnie codzienne połączenie między Warszawą a Trójmiastem, pod postacią taniego pociągu TLK Rataj. Zostaną więc tylko 3 bezpośrednie połączenia ekonomiczne na tej trasie, a pomiędzy 13:00 a 5:00 rano dostępne będą tylko składy EIC i EIP. Szansę, jaką stworzy luka rozkładowa, z pewnością wykorzysta PolskiBus, który co prawda po zakończeniu remontu magistrali E65 obciął 2 kursy między Gdańskiem a Warszawą, to w obliczu poczynań narodowego przewoźnika zapewne odbuduje pozycję.

Od kilku tygodni przewoźnik obserwuje wzmożony popyt na swoje usługi. W weekendy niektóre kursy muszą być bisowane, by sprostać zainteresowaniu podróżnym. Taka reakcja na rozwój sytuacji u PolskiegoBusa jest ewenementem na skalę kraju. Kolej może mu tej dynamiki pozazdrościć. Sytuacje jak ta z grudnia ubiegłego roku, kiedy dla jedynego pasażera z Krakowa do Wrocławia podstawiono samochód z kierowcą, by zapewnić mężczyźnie możliwość dojazdu na święta, pokazują, że to nie piękne mundury i śnieżnobiały uśmiech robią robotę.

Zresztą nie tylko PolskiBus stanowi zagrożenie dla PKP Intercity. W październiku Ryanair przeniesie swoje loty z Modlina na Okęcie, co może spowodować lawinowy wzrost zainteresowania połączeniami do Gdańska i Wrocławia. Gdyby jeszcze latać w ten sposób do Krakowa, mogłoby się okazać, że Pendolino trzeba będzie zwinąć. Może to byłaby odpowiednia nauczka dla przewoźnika, dla którego nie jest już ważny pasażer, a wynik finansowy i prestiż partnerowania rozmaitym wydarzeniom w kraju. A nie od tego jest. Zresztą usługi PKP Intercity należą do grupy relatywnie najdroższych w Europie w odniesieniu do zarobków Polaków.

fot.: www.trojmiasto.pl

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane