środa, 6 lipca 2016

KRAKÓW: automaty Małopolskiej Karty Aglomeracyjnej, czyli jak zniechęcić podróżnych

Sytuacja z automatami Małopolskiej Karty Aglomeracyjnej jest co najmniej zastanawiająca. Sposób obsługi panelu o dostępność funkcji każe określić cały projekt mianem największego bubla w historii małopolskiej kolei.

Po pierwsze: dostępność oferty. O ile w automacie można kupić bilety z większością ulg, o tyle nie z każdą. I tak, na przykład, możemy kupić bilet zniżkowy na 49%, dla osoby niepełnosprawnej w stopniu znacznym, ale dla opiekuna (ulga 95%) już nie. Możemy oczywiście kupić bilet w dowolnej relacji, przy czym bilet inny niż miejscowość zakupu – Kraków Główny wiąże się nie dość, że z kłopotliwym ustawianiem daty i godziny, to jeszcze z ręcznym (!) wyszukiwaniem z listy nazw interesujących nas przystanków. Jeśli dodać do tego fakt, że za taki bilet nie zapłacimy gotówką, a jedynie kartą, to mamy hit sezonu!

Efekt? Efekt jest taki, że mało kto z automatów korzysta. Tam, gdzie można, pasażerowie wolą kupować bilety w kasach Przewozów Regionalnych, bo jest to sposób o wiele sprawniejszy. Jeśli nie ma możliwości, korzystają z opcji zakupu u obsługi pociągu. Rozumiem, że sieć automatów została zainstalowana na potrzeby przede wszystkim biletów okresowych kodowanych na MKA, jednak utrudnianie zakupu biletów jednorazowych, z których wielu pasażerów korzysta, jest co najmniej idiotyzmem.

Automat MKA obok automatu biletowego w Wieliczce - ten drugi oferuje dużo bardziej przejrzysty interfejs (fot. wieliczkacity.pl)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane