czwartek, 7 lipca 2016

KRAKÓW: kto Nas chłodzi, kto na Nas dmucha - klimatyzacyjne neverending story w komunikacji miejskiej

Temat klimatyzacji powraca jak bumerang. Pasażerowie skarżą się, że przewoźnicy nie włączają jej mimo upału. Przewoźnicy zwracają pasażerom uwagę, że otwieranie okien w pojeździe niweczy działanie klimatyzacji. I tak w kółko. Wielokrotnie korzystałem z rozmaitych środków transportu i wiem, że działanie klimatyzacji w pojeździe to sprawa złożona i zależy od długości wymiany pasażerów na przystankach, ich zagęszczenia, napełnienia w pojeździe czy choćby od wieku pojazdu. Nie zawsze więc działa tak, jak nam się marzy, bo w nowoczesnym biurze jest super-wydajna.

Jednak moją uwagę zwraca fakt, że w Krakowie istnieją duże różnice między przewoźnikami. I tak: w krakowskim MPK jest zwykle bardziej gorąco, a klimatyzacja włączana jest jakby później. W pojazdach firmy Mobilis z kolei chłodniej robi się dużo wcześniej, dzięki czemu komfort podróży jest dużo lepszy. Jaki jest powód tych rozbieżności? MPK włącza klimatyzację przy temperaturze 26 stopni, na polecenie… dyspozytora. Jest to o tyle dziwne, że dyspozytor nie ma pojęcia o warunkach cieplnych w danym punkcie Krakowa. W Mobilisie natomiast temperatura uruchamiana jest przez kierowcę w momencie, kiedy na zewnątrz jest więcej niż 22 stopnie. I koniec, po prostu ma być. Czym zajmuje się ZIKiT, że nie wymaga skutecznie pewnych elementarnych zachowań od przewoźników tak, aby komunikacja miejska kojarzyła się jednoznacznie dobrze? Ale, co ja gadam, w sumie warszawski ZTM też ma czasem problemy z egzekwowaniem pewnych rzeczy od swoich podwykonawców...

Generalnie niby mała rzecz, a przyczynia się do dzielenia pasażerów komunikacji miejskiej na lepszych i gorszych. MPK, które ma większe stawki za wozokilometr niż Mobilis, musi dodatkowo oszczędzać na paliwie i kosztach eksploatacji, oszczędnie używając klimatyzacji. A jeśli mamy na zewnątrz 24 stopnie, w autobusie komplet, a przed nami korek? Wewnątrz pojazdu robi się 40 stopni, trudno więc dziwić się późniejszym omdleniom i interwencjom pogotowia, co w konsekwencji prowadzi do opóźnień i zatrzymań. Zresztą używanie (bądź nie) klimatyzacji w pojazdach to bynajmniej nie jedyny grzech krakowskiego MPK i innych tego typu przedsiębiorstw w Polsce, które wykluły się jako państwowe na podwalinach rozmaitych Wojewódzkich Przedsiębiorstw Komunikacyjnych, i nieraz tkwią jeszcze w poprzednim systemie, gdzie najważniejszy jest kierowca, motorniczy czy kadra z biurowca, a nie klient – w tym wypadku pasażer.

Klimatyzowany Mercedes Citaro w barwach MPK Kraków (fot. MPK Kraków)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane