piątek, 16 grudnia 2016

WROCŁAW: koniec pociągów do Lwówka Śląskiego

Przez ostatnie lata Koleje Dolnośląskie dzielnie znosiły trudną sytuację na linii 283. Od dłuższego czasu, z roku na rok niemalże spadała prędkość szlakowa, a mimo to przewoźnik zamawiał dostęp do torów, apelując jednocześnie do PKP PLK o jakiekolwiek działania. Po ostatniej, wrześniowej rewelacji, czyli obniżeniu dopuszczalnej prędkości do 10 kilometrów na godzinę, dolnośląski przewoźnik kolejowy złożył broń, wyciągnął białą flagę, i na znak kapitulacji zawiesił kursowanie pociągów, wprowadzając w zamian autobusy zastępcze.

Tak oto, w atmosferze niemalże skandalicznej, umarła Kolej Doliny Bobru. Zarządca infrastruktury całą odpowiedzialnością obarczył urząd marszałkowski, oskarżając o brak woli modernizacji trasy. Tylko że to chyba nie samorządy mają naprawiać państwowe tory, za które ktoś odpowiada i bierze duże pieniądze, prawda? Trasa linii 283 powstała na początku XX wieku, głównie za przyczyną budowy zapory w Pilchowicach. To jedna z najbardziej malowniczych tras kolejowych nie tylko na Dolnym Śląsku, ale i w całej Polsce. Przez lata prowadzony był tutaj skromny, ale regularny ruch pociągów, z których ludzie mimo wszystko korzystali. Jeszcze 4 lata temu Koleje Dolnośląskie uruchamiały kilka par codziennych pociągów między Jelenią Górą a Lwówkiem Śląskim. Wcześniej pociągi kursowały nawet dalej, do Zebrzydowy i dalszych stacji. Dziś, wskutek dziwnej indolencji, ruch pociągów ustał i nie ma pewności, czy kiedyś się to zmieni. Komunikacja zastępcza omija trzy stacje: Dębowy Gaj, Marczów i Pilchowice Zapora.

Ostatnim pociągiem, jaki przejechał tę trasę, był "Ostatni Leniwiec", który w ubiegłą niedzielę o 9:57, wyruszył z jeleniogórskiego dworca w kierunku Lwówka Śląskiego. Na pokładzie komplet, a nawet więcej. Mnóstwo pasjonatów i turystów, a także mieszkańców regionu zapragnęło pożegnać połączenie, które w ostatnim czasie działało wyłącznie jako weekendowa atrakcja. Trudno się zresztą dziwić, bo ograniczenie prędkości spowodowało, że czas jazdy sięgnął 2 godzin. A przecież to tylko 33 kilometry... Pozostaje mieć nadzieję, że przyszłość przyniesie jeszcze pozytywny finał tej historii. Może stanie się tak, kiedy województwo przejmie linię, do czego dąży.

Fot. Piotr Słowiński, Radio Wrocław (użytek niekomercyjny, wszelkie prawa po stronie autora)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane