niedziela, 5 lutego 2017

KRAKÓW: styczeń ze smogiem w KMK

Początek roku był dla wielu polskich miast okrutny. Właściwie ludzie byli dla siebie okrutni, ale to tak trochę w ramach ciągu przyczynowo-skutkowego. Generalnie panował smog. I nadal panuje...

Wiele miast wprowadzało darmową komunikację, raz nawet Rzeszów, który dotąd nigdy nie sięgnął po taki oręż. W Krakowie darmowa komunikacja obowiązywała przez tydzień - była wdrażana dokładnie 11 razy. Doszło nawet do tego, że rzędem przez 7 dni wprowadzano darmową komunikację w mieście. Pewnego dnia pod koniec stycznia miałem okazję przekonać się, jaka jest różnica między dniem z darmową komunikacją dla kierowców a takim normalnym, gdy trzeba kasować bilety.
Większego natłoku podróżnych nie zauważyłem. Frekwencja w pojazdach komunikacji miejskiej była podobna do innych dni. Nie zanotowałem też, by mniej pasażerów kasowało bilety. Co jednak znamienne, nie dostrzegłem bynajmniej jakiegoś diametralnego spadku natężenia ruchu samochodowego - korki były jak zawsze, w tych samych miejscach co zawsze.

Po raz kolejny więc sprawdza się stwierdzenie, że darmowa komunikacja to zaledwie marketing, nic nie wnoszący do rzeczywistej walki z zanieczyszczeniem powietrza. Ponadto obserwując samochody, jakie poruszają się po drogach naszego kraju trzeba sobie jasno powiedzieć, że to nie one odpowiadają za fatalny stan powietrza w polskich miastach. W Krakowie niekorzystne ukształtowanie terenu sprzyja kumulowaniu się zanieczyszczeń pochodzących z tzw. niskiej emisji, a przede wszystkim z niewłaściwego i niecałkowitego spalania węgla, często marnej jakości. Zabieranie się najpierw za samochody problemu nie rozwiązuje, i jak już niejednokrotnie wspominałem, generuje tylko poczucie społecznej niesprawiedliwości: jak to kierowca może sobie jechać za darmo, a ja mam miesięczny więc tak czy tak płacę?

Jedynym dobrym rozwiązaniem jest to, że także na liniach aglomeracyjnych można w takie dni podróżować tylko na dowód. To w pewnym sensie może być zachęcające do dojazdu do Krakowa autobusem zamiast samochodem, i wypicia przykładowo piwa z kolegami po pracy czy wina do lunchu zamiast wody. Ilu kierowców z tego korzysta? Takich statystyk nie ma, a szkoda. Może odpowiedziałoby to na pytanie, jaki jest sens i ile wszyscy płacący z Krakowie podatki na tym niejako "tracą"...

fot. RMF24

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane