czwartek, 29 czerwca 2017

WARSZAWA: czeskie wagony na wakacjach w Polsce

Po raz kolejny PKP Intercity wydzierżawiło od Kolei Czeskich 50 wagonów przedziałowych. To już chyba tradycyjna przypadłość "narodowego" przewoźnika, który w okresie wakacyjnym cierpi na chroniczne braki taborowe. A Czesi z tej okazji chętnie korzystają, bo oni nie cierpią w ten sposób.

Polska ma góry, ma morze, i ma tragicznie rozwiniętą sieć regionalnej kolei, która może dowozić do kurortów wszystkich spragnionych letniego wypoczynku. W Czechach jest całkiem inaczej: są wprawdzie góry, ale nie ma morza, a turyści mogą korzystać z cholernie dobrze rozwiniętej sieci lokalnych kolei, dlatego szybkie pociągi dalekobieżne kursują po głównych trasach. W Polsce wakacje przynoszą zawsze dzikie tłumy w pociągach jadących do Helu, Kołobrzegu, Świnoujścia czy Zakopanego. I zawsze brakuje wagonów. PKP Intercity wolało zezłomować, lub zwyczajnie porzucić, masę taboru, by od lat dzierżawić dziesiątki wagonów marnej już jakości z Czech. Rozumiem, że to tańsze rozwiązanie, ale...

Część czeskich wagonów ma koszmarne kanapy ze skaju, z wypełnieniem z trawy morskiej i innego badziewia. Miękkie to i wygodne dla pleców, a owszem. Współczuję jednak wszystkim szczerze i do szpiku kości, jeśli trafią na taki wagon w drodze z Krakowa do Międzyzdrojów, trwającej przykładowo 13 godzin... Nie można się dziwić, że polscy turyści wybierają pociągi kategorii TLK. W Polsce bowiem, w stosunku do zarobków, mamy jedną z najdroższych kolei pasażerskich w Europie. Każdy szuka więc oszczędności jak może. Zresztą jest też drugi powód: do większości miejscowości wypoczynkowych pociągi wyższych kategorii nie docierają, a trudno oczekiwać, że cztero- czy pięcioosobowa rodzina będzie się przesiadać gdzieś nad ranem w biegu, jadąc na dwa tygodnie do Władysławowa. To miasto może nie jest do końca dobrym przykładem, bo w sumie dociera tam z Warszawy pociąg EIC, chociaż biorąc pod uwagę używany tam tabor, mam wątpliwości. Poza tym, no właśnie: z Warszawy.

Zadziwiające jest, że PKP Intercity zawsze brakuje wagonów do obsługi połączeń dotowanych, a jeśli chodzi o składy komercyjne, ma ich dość. Zadziwiające jest, że te najgorsze parchy, pozbawione cywilizowanej toalety, śmierdzące często i bez klimatyzacji, hulają od czerwca do września na najbardziej turystycznych trasach w tym kraju. Zadziwiające nie mniej jest, że minister Andrzej Adamczyk opowiada, jak to nie pozwoli na dopłacanie do połączeń realizowanych byle jakim taborem z siedzeniami ze skaju (tak było w kontekście pociągów z Białegostoku do Grodna), a w wakacje ta polityka idzie w krzaki... Same zadziwienia po prostu.

Zadziwiające jest to, że ktokolwiek jeszcze chce jeździć pociągiem na wakacje nad Bałtyk. Tyle niestworzonych historii i mrożących krew w żyłach opowieści płodzą w Polsce każde kolejowe wakacje, że ja się naprawdę zastanawiam, o co chodzi. Raz pojechałem pociągiem na wakacje na Półwysep Helski. Następnym razem poleciałem samolotem w cenie Pendolino. I nigdy już pociągiem się nie wybiorę w taką podróż.

fot. Silesia InfoTransport

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane