wtorek, 12 września 2017

KRAKÓW: kolejowy mega-remont powoli paraliżuje miasto

Inwestycje kolejowe w Krakowie z miesiąca na miesiąc przybierają coraz większą skalę. Pierwsze problemy zaczęły się, kiedy w wyniku postępu prac w ciągu linii 133 zwężono ulicę Armii Krajowej i zamknięto przejazd ulicą Rydla. Doszły do tego jeszcze ograniczenia na innych ulicach o lokalnym znaczeniu, i choć odbiło się to na kondycji ruchu drogowego w północno-zachodniej części miasta, wydaje się, że w jakiś sposób sytuacja została ustabilizowana. No cóż, od tamtych zmian minęło już wiele miesięcy i trudno się dziwić, że zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Urosły tylko korki na alei 29 Listopada i Opolskiej, bo jakoś trzeba newralgiczne miejsca ominąć.

Niestety, będzie gorzej, i to dużo gorzej. O ile przy okazji inwestycji na odcinku Kraków Główny - Rudzice na razie nic strasznego się nie wydarzy (nie licząc zamknięcia ruchu pod wiaduktami na Kopernika i Miodowej końcem września), o tyle na Krowodrzy zrobi się mniej ciekawie, co odczują nie tylko kierowcy, ale też wszyscy korzystający z komunikacji zbiorowej. Już 2 września zwężono przejazdy na Wrocławskiej, przy przystanku Kraków Łobzów, oraz na Prądnickiej. Założenie jest takie, by te miejsca były nieustannie przejezdne dla samochodów i autobusów, przy czym już teraz odbierać muszą one większe potoki, ze względu na ograniczenia przepustowości w innych lokalizacjach. Zwłaszcza, że będzie gorzej, bo 16 września zamknięty zostanie dla samochodów wiadukt na Łokietka. Podobnie stanie się na Kamiennej, a w obu tych lokalizacjach utrzymany będzie ruch pieszych.

Na koniec, bo 30 września, pozostawiono połówkowe zamknięcie przejazdu pod wiaduktem na Grzegórzeckiej. Na szczęście wrócą tam tramwaje. Ruch samochodowy utrzymany będzie w formacie 1+1, podobnie jak na Prądnickiej, a więc - Dietla stanie. Jak więc widać, początek roku akademickiego może w Krakowie upłynąć w sposób drastyczny. Notoryczne opóźnienia autobusów jadących z Krowodrzy, Prądnika Białego i Azorów do centrum miasta są w mojej ocenie kwestią czasu. Co można jednak na to poradzić? Trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość, bo pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Oczywiście idealnym rozwiązaniem byłoby prowadzić prace mostowe po kolei, a nie naraz, ale i tak wydaje się, że harmonogram prac przygotowano z myślą o tym, by jak najmniej ingerować w tkankę miejską. 

Smutne jest tylko jedno - w normalnym mieście tego rodzaju inwestycje nie spędzałyby snu z powiek aż tak, bo normalne miasto wielkości Krakowa ma obwodnicę. Kraków, jak wiadomo, ma jej trochę ponad połowę, dzięki czemu cały tranzyt z północy Polski musi się przebijać przez miasto. Tutaj leży pies pochowany, ale to już ani ZIKiT, ani PKP PLK, ani Miasto Kraków nie są temu winni...

fot. Zbigniew Czernik (CC BY SA 3.0)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane