piątek, 8 grudnia 2017

KRAKÓW: Koleje Małopolskie vs Przewozy Regionalne - nowa-stara wojna

W Małopolsce zbyt różowo być nie może. Kiedy już wydawało się, że Koleje Małopolskie odzyskają linię SKA2, którą przed rokiem straciły na skutek niecnych działań Przewozów Regionalnych, okazało się, że samorządowo-państwowy przewoźnik niekoniecznie zamierza odpuścić. W myśl zasady "jak nie kijem, to pałą" Przewozy Regionalne wykorzystały brzydką opcję - utrudnienie Kolejom Małopolskim obsługi technicznej pociągów. Umowa o korzystanie z hali przeglądów w Płaszowie między Kolejami Małopolskimi a Przewozami Regionalnymi wygasa... jutro. Jutro zatem będzie wiadomo, czy ponownie na małopolskich torach zrobi się bałagan, czy też nie.

Trudno zrozumieć postępowanie Przewozów Regionalnych. W końcu udostępnianie miejsca na na przewozy i naprawy taboru to nie jest akcja charytatywna, tylko zysk. Przewozom Regionalnym chodzi jednak o zatrzymanie pracy przewozowej, no i oczywiście o korzystanie z użyczanych przez marszałka Jacka Krupę nowoczesnych pociągów. Czego jednak można się spodziewać z Małopolsce, skąd pochodzi minister Adamczyk, który wydaje się być mocno sfiksowany na rzecz pomyślności Przewozów Regionalnych.

Przewozy Regionalne nie muszą podpisać nowej umowy. Mogą zrobić wszystko. Odbije się to oczywiście negatywnie tylko na pasażerach, którzy stracą zaufanie do kolei w ogóle. Wydaje się, że tzw. narodowemu przewoźnikowi regionalnemu chodzi wyłącznie o to, by utrzymać za wszelką cenę trasę w kierunku Miechowa, która od czasu modernizacji cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Śmiesznym jest jednak to, że rzecznik prasowy ogromnej firmy, niejaki pan Dominik Lebda, ironizuje i kpi sobie z Kolei Małopolskich, bo nawet jeśli firma ta nie posiada własnego zaplecza, to na pewnym poziomie należy zachowywać się przyzwoicie. Wszak przestrzeń publiczna to nie gimnazjum.

W tym wszystkim najgorsze jest jednak to, że Koleje Małopolskie właściwie nie mają żadnej innej alternatywy. Jakiekolwiek inne miejsce serwisowe, nawet gdyby się znalazło, położone będzie poza Krakowem, co utrudni, jeśli nie uniemożliwi realizacji rozkładu na założonym poziomie. A więc, niczym bumerang, powraca pytanie z zeszłego roku: co zastaniemy 10 grudnia?

fot. Anna Kaczmarz (Dziennik Polski / Polska Press)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane