niedziela, 4 lutego 2018

KRAKÓW: "30. plenum Spółdzielni Zenum", czyli kolejowy galimatias w Małopolsce

Jak to pięknie wygląda, gdy na poziomie wszystkich ministerstw i władz samorządowych można pochwalić się, jak to wiele pięknych rzeczy dzieje się kolejowo na terenie Małopolski. Przetarg goni przetarg, kolejne projekty wyskakują jak grzyby po deszczu, stare tory znikają zastępowane przez nowe, i tak dalej... Tymczasem codzienność pasażera kolei w Krakowie i pewnej od niego odległości daleka jest od och i ach, bo pasażer nigdy nie wie, o której dotrze do celu. A przecież do pracy codziennie trzeba zdążyć na tę samą godzinę. Trochę jak gra w rosyjską ruletkę, prawda?

Przebudowa centralnej części Krakowskiego Węzła Kolejowego między dworcem głównym a stacją w Płaszowie skutecznie demoluje cały rozkład jazdy kolei w Krakowie. W zasadzie nie ma pociągu, który jeździłby regularnie, a tylko pojedyncze odjeżdżają o czasie. Spóźniają się pociągi w kierunku Miechowa, Skawiny, Wieliczki, kumulacja następuje jeśli chodzi o składy podążające w kierunku Tarnowa i dalej. Problem nasila się w godzinach szczytu, bo zamiast przetrasować pociągi dalekobieżne przynajmniej przez "małą obwodnicę" i dowozić pasażerów do Płaszowa autobusami, wszystko wali na oślep przez wąskie gardło na Grzegórzkach. Jedno opóźnienie generuje kolejne, pociągi dalekobieżne i międzynarodowe mają priorytet przez składami regionalnymi, zatem wszystko się dzień w dzień sypie. I tak w kółka, świątek piątek i niedziela...

Niewiele lepsza sytuacja panuje na linii E30 na zachód od miasta, gdzie na odcinku między Krakowem a Trzebinią funkcjonuje tylko jeden tor z mijankami. Pociągi do Katowic i Oświęcimia ciągle notują opóźnienia w granicach 10 minut, a zdarza się i więcej. Rozkład jazdy jest jakby wyssany z palca, ponieważ ze względu na ograniczenia prędkości wywołane trwającymi pracami torowymi, pociąg do Krzeszowic zamiast rozkładowych 38 minut jedzie przykładowo 45 minut. Jeśli dołożyć do tego 2-3 minuty poślizgu przy odjeździe z Krakowa mamy 10-minutowe opóźnienie, które wygeneruje poślizgi kolejnych pociągów na mijankach. Połączeń niby mniej, składy jeżdżą (zwłaszcza w szczycie) słusznie napełnione, a mimo to wciąż nie ma regularności. Do pieca dołożyło w ogóle PKP PLK, które wyraziło zgodę na rozkład skonstruowany w oparciu o pociągi powstałe z tzw. łączenia relacji, czyli np. Rybnik - Rzeszów Główny - te prawie nigdy nie kursują o czasie.

Kolejowa sytuacja w Krakowie i okolicach nie jest godna pozazdroszczenia. Jeśli wziąć pod uwagę dodatkowe okoliczności, jak awarie urządzeń sterujących, problemy z siecią trakcyjną, niejednokrotnie dochodzi do uciążliwych przerw w ruchu. A tu koparka przerwie kabel, a tu pociąg połamie pantograf na źle napiętej sieci trakcyjnej... Kolejne korekty rozkładu najpewniej nie przyniosą poprawy sytuacji, chyba że dojdzie do dalszych cięć z ilości połączeń tak, by jakoś to wszystko upchnąć z lokalnych realiach. Na całe szczęście prace idą sprawnie, biorąc pod uwagę zachodni odcinek sieci: są już nowe perony w Rudawie, Zabierzowie, Mydlnikach, stawia się przystanek Kraków Bronowice. Jeszcze ze dwa lata i wszystko wróci do względnej normy, aczkolwiek kto to wie?


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane