wtorek, 4 września 2018

Warszawa vs. Sofia, czyli tak, jakby porównać Kraków z Dębicą

W sierpniu głośno było o porównywaniu komunikacji miejskiej w Warszawie i bułgarskiej Sofii, gdzie Patryk Jaki pojechał zachwycać się tamtejszym metrem twierdząc, że w Warszawie jest gorzej. No, śmiem wątpić. Poza tym porównywanie się do gorszych nie jest mądre w aspekcie rozwoju.

Patryk Jaki twierdzi, że w Sofii rozwój metra wyprzedza warszawskie o kilka długości. Może i tak, jednak w mieście, gdzie metro buduje się w miejsce niewykorzystanej infrastruktury szybkiego tramwaju tego właśnie należy oczekiwać. W Warszawie tymczasem powstaje metro głębokie, w całości drążone przy użyciu tarcz TBM. Dzięki temu właściwie nie ma ingerencji w tkankę miejską. Poza tym warszawskie metro jeździ o wiele częściej, a pociągi są dłuższe. Zresztą metro w Warszawie to inwestycja samorządowa, tworzona z dofinansowaniem unijnym. W Sofii buduje się je w oparciu o środki budżetu centralnego.

Tam zresztą metro tworzone jest jak najmniejszym kosztem. Brakuje wind, stacje nie są dostosowane do obsługi pasażerów o ograniczonej mobilności. Tego problemu nie ma w Warszawie. Dodatkowo metro w Sofii kursuje o wiele rzadziej niż w Warszawie, a wieczorami jego częstotliwość spada do zatrważających 14 minut. Gdyby w Warszawie wyglądało to w ten sposób, nawet nie chcę myśleć, co działoby się na peronach i w pociągach. O długości peronów i składów nawet nie warto wspominać. Składy warszawskie mają po 120 metrów długości, podczas gdy w Sofii są to 80-metrowe zestawy. Nie ma też planów, by je wydłużyć.

Warto też zauważyć, że podczas gdy w Warszawie systematycznie rozbudowuje się sieć tramwajową, a w przeciągu ostatnich lat na ulice miasta wyjechało niemal 300 nowych, niskopodłogowych tramwajów, w Sofii zakupiono zaledwie 25 składów z Pesy, likwidując w międzyczasie część torowisk. Stan transportu publicznego w stolicy Bułgarii odzwierciedlają badania napełnień i statystyki wykorzystania komunikacji miejskiej. W Warszawie bowiem niemal połowa podróży po mieście odbywa się z wykorzystaniem komunikacji publicznej, zaś w Sofii - ledwie ponad 30%. To nie bierze się znikąd, zważywszy na źle oznakowane przystanki, brak rozkładów jazdy i ogólnie panujący chaos.

Warszawa ma jeszcze coś, co dyskwalifikuje jakiekolwiek próby porównywania jej z Sofią. W naszej stolicy istnieje w pełni zintegrowana taryfa, która pozwala w ramach jednego biletu korzystać z wszystkich środków komunikacji miejskiej, a przy biletach okresowych także z pociągów Kolei Mazowieckich i WKD. W Sofii taryfa jest osobna, toteż na jednym bilecie nie można skorzystać z metra i tramwaju - trzeba zapłacić niezależnie, co skutecznie odstrasza przy sprawnych przesiadkach. Trochę szkoda, że kandydat na prezydenta największego polskiego miasta obnaża swoją transportową niekompetencję, która nie ma na celu nic innego, jak tylko zdyskredytowanie obecnych władz. W sposób szczeniacki zresztą.

Z warszawskiego transportu publicznego skorzystało w roku 2017 grubo ponad miliard pasażerów. Najwięcej oczywiście z autobusów, których gęsta sieć oplata całą Warszawę i szereg miejscowości w aglomeracji. Samych regularnych linii podmiejskich jest w Warszawie 40, plus dodatkowe 44 linie dowozowe, tzw. "eLki", które kursują w całości pod Warszawą i stanowią dodatek komunikacyjny. W całym Krakowie nie ma tylu linii miejskich... To wszystko wymaga kosztów, a zapewnienie komunikacji autobusowej na dobrym poziomie wymaga taboru. Jest go w Warszawie sporo, bo do obsługi linii wykorzystywanych jest aż 1821 pojazdów, z czego około 400 to tabor firm zewnętrznych - reszta należy do MZA. Tramwaje Warszawskie obsługują swoje linie używają 527 pociągów tramwajowych, z czego 311 posiada w całości lub częściowo niską podłogę. Dzięki takiemu parkowi taborowemu tramwaje kursują nawet co kilka minut na najważniejszych liniach - rzadko więc można mówić o straszliwym tłoku. Tymczasem w Sofii tramwajów jest 340, za to rozstawy torów są dwa: 1009 i 1435 mm. Sieć jest dużo mniej gęsta, zaś rozdział szerokości toru skutecznie utrudnia skomunikowanie zachodniej i wschodniej części miasta - podwójna szerokość toru jest tylko na odcinku między przystankami Konstantin Velichkov i Krasna Polyana.

Absurdów porównawczych można by wymieniać jeszcze bez końca, jednak nie ma to większego sensu. Pozostaje więc zaapelować to pana Jakiego, żeby się przestał wygłupiać i ośmieszać, bo to doprawdy nie przystoi osobie ubiegającej się o ważny urząd. Warszawa jest komunikacyjnie najlepszym miastem w naszym kraju, i zdecydowanie zajmuje miejsce w europejskiej czołówce. Sofia zwyczajnie nie. 

fot. ZTM Warszawa

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane