niedziela, 2 grudnia 2018

KRAKÓW: pijany rozkład jazdy na trasie do Tarnowa

Analiza rozkładu jazdy pociągów regionalnych na trasie między Krakowem a Tarnowem, dwoma największymi miastami województwa małopolskiego, nasunęła mi jeden wniosek: albo ktoś się nie zastanowił, albo był pijany, kiedy to zatwierdzał. Odjazdy pociągów może nie są ułożone jakoś koszmarnie, ale pojawiło się tyle śmiesznych atrakcji, że aż przykro.

Na początek odjazdy z Tarnowa do Krakowa. Jedyny sensowny pociąg zapewniający dojazd do Krakowa odpowiednio przed godziną 7. rano, kursuje o 4:47, ale tylko w dni powszednie. Późniejsze połączenia dowożą na styk, więc jeśli ktoś będzie musiał dotrzeć do stolicy województwa w weekend rano, musi jechać wcześniej, później, bo pospiesznego nie ma. Najlepsze jednak jest później. W ciągu dwudziestu minut do Krakowa ruszają aż trzy pociągi regionalne: osobowy o 5:24, przyspieszony o 5:38 i znów osobowy o 5:43 (Regio do Katowic). Wszystkie kursują codziennie, zatem wszystkie będą w weekendy raczej puste. Przykładów dublowania się połączeń Kolei Małopolskich z Przewozami Regionalnymi jest jeszcze kilka. Co więcej, potem jest prawie godzinna przerwa, bo kolejny skład jedzie o 6:32, jest przyspieszony i przyjeżdża o 7:41 do Krakowa. Osoby dojeżdżające na studia w weekend od 9 grudnia będą miały więc problem ze zdążeniem na zajęcia na 8. rano. Na szczęście potem jest już lepiej, poza jeszcze jednym wypadkiem wieczorem, gdy dwa pociągi jadą w odstępie 5 minut, o 20:22 i 20:27. Na szczęście ten pierwszy jest przyspieszony, więc jakoś można to uzasadnić. Szkoda tylko, że ostatni pociąg z Tarnowa odjeżdżać będzie o 21:30, więc pracujący do 22 nie mają możliwości wydostania się z miasta wcześniej, niż pociągiem do Bochni o 23:31 - ten jednak nie kursuje w weekendy.

W odjazdach z Krakowa do Tarnowa także jest ciekawie. Rano prawie dwugodzinna dziura między kursami o 6:08 i 7:42, potem z kolei pociągi co chwila w ciągu pół godziny. O 7:42 jedzie pociąg przyspieszony do Nowego Sącza lub Krynicy, o 7:50 z kolei Regio do Rzeszowa. Całości dopełnia codzienny pociąg do Tarnowa o 8:14. Do popołudnia względnie w normie, aż w końcu dwie perełki: 14:34 do Tarnowa (pod poniedziałku do piątku) i 14:37 do Rzeszowa (codziennie). Wniosek jest taki, że z tego drugiego skorzystają tylko pasażerowie jadący za Tarnów, a więc będzie zapewne pusty. Wieczorem już większego zamieszania w rozkładzie nie ma.

W tym rozkładzie nie widać troski o pasażera, a tylko walkę o wpływy między dwoma przewoźnikami regionalnymi. Niektóre pociągi kursują właściwie tylko po to, żeby kursować. Po co tworzyć długie, bezpośrednie relacje, skoro ich mądre zmieszczenie w rozkładzie jest właściwie niewykonalne? Gdzie w tym wszystkim interes pasażera? W małopolskiej kolei dzieje się coraz gorzej. Strach pomyśleć, co będzie dalej...

fot. Anna Kaczmarz (Dziennik Polski / Polska Press)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane