czwartek, 13 grudnia 2018

POLSKA: elektromobilność a wzrost cen za prąd

Podczas gdy w Katowicach kończy się powoli COP24, a Polska i Wielka Brytania przygotowały inicjatywę ku rozwojowi elektromobilności popartą przez 34 kraje, w wielu polskich miastach zaczyna się gotować. W urzędach miejskich i zarządach komunikacji rozpoczyna się gorączkowe analizowanie wzrostu wydatków związanych z rosnącymi kosztami energii elektrycznej. Trudno nie odnieść wrażenia, że nasz kraj zamierza rozwijać elektromobilność kosztem wszystkich, a koncerny energetyczne zacierają ręce na samą myśl o tym, ile zarobią na tym interesie.

Wzrost stawek za energię elektryczną dla odbiorców hurtowych to zwykle od 50 do nawet 80%. Jakiś czas temu pisałem już o tym, że przewoźnicy kolejowi zaopatrywani w prąd przez PKP Energetyka już teraz zastanawiają się, na ile będzie trzeba podnieść ceny biletów by zbilansować codzienną działalność pociągów elektrycznych. Same Koleje Mazowieckie będą musiały dołożyć do rachunków za prąd w 2019 roku ponad 72 miliony złotych. Problem ten dotyczy jednak także samorządów. Chodzi zwłaszcza o te miasta, w których kursują tramwaje czy trolejbusy. Dla Gdyni, Lublina, Poznania, Krakowa i jeszcze kilkunastu polskich miast, nowe stawki za prąd mogą oznaczać bardzo trudną sytuację. Władze Poznania wyłożą niemal 11 milionów złotych więcej, by kursować mogły tramwaje. Po kilka milionów więcej będą płacić w Olsztynie, Bydgoszczy czy Toruniu. Najgorzej jednak chyba wypada Warszawa, bo oprócz rozbudowanej sieci tramwajowej w stolicy funkcjonuje jeszcze metro, którego zapotrzebowanie na prąd jest naprawdę duże.

W tej sprawie głos zabrał Związek Miast Polskich, którego władze rozpoczęły batalię o zatrzymanie tego nie przyjemnego procederu. Jak wskazano, wyprodukowanie 1 MWh prądu w Polsce wiąże się z emisją około 800 kg dwutlenku węgla do atmosfery. Przy założonym wzroście praw do emisji na poziomie około 12 euro za tonę, bezpośredni wzrost kosztu wytworzenia 1 MWh szacuje się na około 50 złotych. Jak się to ma więc do zaproponowanych przez koncerny energetyczne podwyżek, sięgających nawet 150 złotych za megawatogodzinę? Przecież Polska ma aktualnie przyznane pewne preferencje w postaci kwot darmowej emisji...

Na koniec pytanie retoryczne: czy doprawdy wszyscy muszą gremialnie finansować działalność imprezowo-kulturalną większości polskich koncernów energetycznych? Każda podwyżka kosztów związanych z wytwarzaniem prądu jest perfidnie wykorzystywana do zwiększenia wpływów. Ustawa zapewniająca dopłaty do prądu dla odbiorców indywidualnych oraz małych i średnich przedsiębiorstw niewiele tutaj zmieni. Być może chleb czy masło nie zdrożeją, jednak ze względu na koszty po stronie samorządów wzrosną lokalne opłaty, koszty wody i ścieków, śmieci. Poza tym wzrost cen biletów może niedługo spowodować, że taniej będzie pojechać samochodem niż pociągiem. I gdzie tutaj cały zrównoważony transport i elektromobilność?

fot. Express Ilustrowany

1 komentarz :

  1. Odpowiedź jest prosta: prawie wszyscy producenci energii są firmami państwowymi. A szastanie pieniędzmi na "pińcetplus" i inne przekupstwa elektoratu kosztuje. Ktoś za to musi zapłacić. Więc płacą te same jelenie, którym wmówiono, że są bogaci jak Szwajcarzy.
    Bal na Titanicu trwa. Z tym, że z tego kapitan Pinokio Kłamczyński ucieknie pierwszy.

    OdpowiedzUsuń

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane