sobota, 6 lipca 2019

RZESZÓW: beton kolejowej paranoi u stóp samych Bieszczadów...

Kiedy przed rokiem powiat sanocki porozumiał się z SKPL w sprawie kolejowego ożywienia trasy z Sanoka przez Zagórz do Komańczy wydawało się, że najgorsze czasy kolejowe w Bieszczadach są już za nami. Pociągi miał współfinansować Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego, i generalnie wszystko miało być pięknie. Sprawy szybko przybrały jednak nieoczekiwany, mało optymistyczny obrót, przez co od wielu miesięcy obserwujemy istną kolejową paranoję na kółkach. Dosłownie niestety...

Kilka dni temu poprosiłem mojego znajomego Igora Wójciaka, lekarza i miłośnika kolei z Rzepedzi, o odświeżenie nieco informacji co do obecnej sytuacji w tym rejonie. Emocjonalnie opisał mi on katastrofalną sytuację lokalnej kolei, wywołaną niefrasobliwością władz województwa. UMWP bowiem, na kilkanaście dni przed wejściem w życie planu powiatu sanockiego, dogadał się cichcem z Przewozami Regionalnymi, wycofując się tym samym z porozumienia o finansowaniu pociągów uruchamianych przez SKPL. Trasę dostały PR-y, i to one miały wozić pasażerów. Szkopuł w tym, że rozkład jazdy pociągów zasadniczo jest ułożony tylko na papierze, a poza medialnymi kursami do Medzilaborec na Słowacji, z Sanoka do Komańczy i Łupkowa nie jeździ właściwie nic. Od wielu miesięcy, ze względu na notoryczny brak sprawnych szynobusów na stanie podkarpackich Przewozów Regionalnych, pociągi zastępowane są komunikacją zastępczą. To ogromny problem zwłaszcza w sezonie, bo turystyczne autokary nie dość, że nie przewożą rowerów, to jeszcze pomijają trzy stacje po drodze: Mokre, Morochów i Wysoczany. Co więcej, rozkłady ułożone są totalnie bez sensu. O ile rano do Komańczy można się dostać, by np. wyjść na wycieczkę śladem tamtejszych cerkwii, o tyle o powrocie wieczorem należy zapomnieć, bo ostatni pociąg do Sanoka w tygodniu wyrusza z Komańczy o... 14:28! W weekendy jest odrobinę lepiej, bo akurat o 18:30 jedzie Wojak Szwejk do Rzeszowa Głównego, ale marne to pocieszenie...

To, co zrobił Urząd Marszałkowski do spółki z Przewozami Regionalnymi, woła poniekąd o pomstę do nieba. Rozkład jest, kolejarze mają robotę, ale pasażer dostał tylko kupę ziemniaczanych obierek. W związku z tym drogi wciąż toną w potokach samochodów, tory pokrywa coraz to świeższa warstwa rdzy, a za jakiś czas wszyscy oficjalnie usiądą i stwierdzą, że po cholerę te pociągi, skoro nikt nimi nie jeździ. A kto ma jeździć, skoro wakacyjny rozkład jazdy jest bez sensu nawet w trakcie roku szkolnego, bo nijak nie odpowiada rzeczywistym potrzebom? Każdy sobie rzepkę skrobie, chciałoby się powiedzieć. Żadnych konsultacji, żadnych wniosków, nikt nikogo o zdanie nie pyta. Przewala się jedynie publiczne pieniądze, które wypracowują ciężką pracą mieszkańcy całego województwa, w tym miejscowości położonych wzdłuż "łupkowianki", płacąc tzw. samorządowemu przewoźnikowi za usługi, które z koleją nie mają nic wspólnego. Ten wciąż odwołuje połączenia, nagle wprowadza komunikację zastępczą, a wszelkie informacje o tym skrzętnie zataja i bynajmniej nie chwali się nimi na swoim Facebooku. Według najświeższych komunikatów, pociągi na odcinku Sanok - Komańcza nie kursowały od 1 do 6 lipca, czyli do dzisiaj. W dniach 2-4 lipca bez obsługi szynowej pozostawał także odcinek Sanok - Jasło.

Abstrahując od politycznego tła całej sytuacji i przemożnej chęci uwalenia jakiejkolwiek konkurencji, cała ta sytuacja jest co najmniej śmieszna z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że Przewozy Regionalnie i UMWP nie od dzisiaj wiedzą, że całe południe Podkarpacia wymaga użycia spalinowych jednostek. Po drugie dlatego, że pompatycznie firmowane przez Marszałka wakacyjne pociągi z Rzeszowa do Zamościa czy właśnie Medzilaborzec kursują w najlepsze.

Zapytam retorycznie: co jeszcze musi się wydarzyć, żeby ludzie zmądrzeli i przestali dawać się robić w wała, z okradaniem w pakiecie?

To niestety niezbyt częsty widok w Sanoku i okolicach... (mat. Kolejowy Sanok/Youtube)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Anonimowe komentarze nie będą akceptowane